Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 listopada 2017

Warsztaty w Ustroniu - to już miesiąc minął?

Jak dobrze policzyć, to nawet więcej! Warsztaty Twórczo Zakręcone odbywały się od czwartku do niedzieli 12-15 października 2017, jak co roku w Ustroniu, choć tym razem w hotelu Gwarek, a nie jak w poprzednich latach w Tulipanie i w Magnolii. Trzeba dostać się dalej od centrum miasteczka, i za stacją kolejki linowej na Czantorię odbić w lewo, w dolinę, gdzie domów jest jak na lekarstwo, za to hoteli i sanatoriów cały szereg.

Nie zdarzyło mi się dotąd, aby przy okazji zjazdów trafić na tak piękne jesienne widoki. Pogoda dopisała mimo obaw. Zanim wtopiłam się w tłum na sali w Gwarku, musiałam - musiałam! - zaliczyć choć krótką wycieczkę. Na Równicę było akurat nie za daleko, nie za blisko, a czasu starczyło aby dojść, wrócić i jeszcze przygotować materiały na popołudniowe zajęcia.











Grzechem by było zamknąć się w dusznej sali i nie zobaczyć świata! Na dodatek wciąż coś rosło...


... jak choćby grzyby na starej gałęzi. Chyba, że to śluzowce?

Ale kwiatki to zawsze są kwiatki:

Dzwonek

Niecierpek

Bodziszek

Jeżyna
- przynajmniej dokąd się nie zamienią w owoce:


Może nawet były słodkie? Nie spróbowałam.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Na niebiesko

Tak mi się jakoś ostatnio nazbierało: granaty, turkusy, błękity. Co się wezmę za koraliki, niebieskie kolory same wpadają w ręce:



Nad tą bransoletką trzeba się było trochę nasiedzieć, ale nie żałuję.

Tu jednak wyjątek - padło na amaranty:


Ale już wracam do niebieskiego. Turkus numer jeden:


Oraz dwa i trzy, jeszcze nie całkiem gotowe:


Grudniak mi zakwitł. Jakżeby inaczej - w listopadzie. Tak jak te lipy, które kwitną w czerwcu. Jeszcze nie wszystkie pączki się rozwinęły; za parę dni będzie zrobi się naprawdę różowo!

Amaranty po raz drugi.

sobota, 13 października 2012

O szyby deszcz dzwoni...

Porobiłam ostatnio trochę deszczowych bransoletek. Szare, szklane, i ciemnoróżowe jak jesienne owocki na gałązkach. Nie wiem dlaczego akurat ten kolor mi się sam jakoś wyjął z pudełka. Bo kontrastuje? Bo weselszy niż zbrązowiała czerwień? A może kojarzy mi się z trzmieliną? Gdy w nadrzecznych zaroślach pierwszy raz zobaczyłam jesienią owoce trzmieliny, nie miałam pojęcia co to jest, ale ogromnie mi się spodobały. Takie nietypowe, jak dziwaczny kwiatek. I ładne, bardzo ładne i kolorowe.

Swoją drogą nie wiem jak z nią jest. Ja myślałam, że trująca, a tu proszę, ktoś twierdzi, że można robić syropki na różne boleści:
http://rozanski.li/?p=127

Teraz akurat byłaby pora na trzmielinę... Ale nie, nie ruszę jej. Za mało jest jej dookoła. Ja bym sobie zrobiła dobrze, a krzaczory zostałyby takie smutne i szare. Niech już sobie te śliczne owocki wiszą. Zjedzą je zimą głodne ptaki.




Tu, na tych zdjęciach, to nie trzmielina, to berberys. Tego akurat dookoła nie brak. A na trzecim zdjęciu gałązki mięty.