Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 grudnia 2018

Przegląd włóczek na czapeczki

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, żeby napisać o włóczkach, z jakich robię czapeczki. Jest to moja absolutnie prywatna i subiektywna ocena, każdy może mieć inne zdanie. Niewykluczone, że będę stopniowo ten post rozbudowywać i poszerzać o kolejne nazwy, w miarę, jak będą mi wpadać w ręce kolejne marki, albo jak będę wśród robótkowych szpargałów odnajdywać etykietki takich, o których zdążyłam zapomnieć.


  • Nako Baby Angel. Mam do niej sentyment. Od tej włóczki rozpoczęła się moja przygoda z Tęczowym Kocykiem. Zrobiłam z niej sporo rożków i czapeczek. W tej chwili znika z rynku, gdzieniegdzie mają pojedyncze motki. Całkiem miła, a przede wszystkim miała cudowne cieniowane kolory, bardzo delikatne i z łagodnymi przejściami.
  • Dora - niby nie jest specjalnie dla dzieci, ale w dotyku całkiem miła i gładka, stosunkowo gruba. Staram się, aby żadna z moich włóczek nie była grubsza, niż 250 m / 100 g.  
  • Alize Sekerim Bebe - cienka włóczka, dobra na malutkie czapeczki, w ładnych kolorach, od pastelowych do bardzo żywych, przyjemna w dotyku. Lubię ją. 
  • Alize Baby Best Batik - cudo! Piękne, czyste kolory, całkiem przyzwoite cieniowanie, choć nie gładkie, a "schodkami", w kolejnych odcieniach. A przede wszystkim jest z dodatkiem bambusa. Cudowna w dotyku! Jest grubsza od Sekerim Bebe, więc najmniejsze rozmiary chyba wyjdą z niej za ciężkie, ale do tych trochę większych po prostu ją kocham. 
  • Alize Baby Best - dopiero mam na celowniku. Jest jednokolorowa i wydaje mi się, że da się ładnie skompletować z tymi cieniowanymi.
  • Red Heart Baby 185 - przyjemna, cienka włóczka, dobra na najmniejsze czapeczki (i na większe rzecz jasna też). Szkoda, że jest niewiele kolorów. Kupiłam sobie wszystkie cieniowane i pstrokate, choć w tej chwili stwierdzam, że najbardziej mi leży różowy w kropeczki i ten jasnotęczowy. Przy pozostałych trzeba mądrze dobierać kolory pomponów, żeby tworzyły sensowną całość.
  • Nako Ninni Bebe - miałam białą i żółtą. Kolory nie były tak czyste jak bym chciała, ale w dotyku jest przemiła, bardzo mięciutka. Jest cienka, nadaje się na najmniejsze czapeczki. 
  • Nako Bonbon - w porównaniu z innymi, które mam, jest najbardziej chropowata w dotyku. Robiłam z niej, ale resztę zamierzam zużyć na pomponiki.
  • Madame Tricote Sweet Baby - jest cieniowana, w dużych, bardzo luźno zwiniętych motkach. Bardzo miękka, ale też mam wrażenie, że "pomęczona" może się łatwo zbić i stracić puchatość. Jeden z motków zwinęłam w kłębek, jak mi się rozlazł, i chyba zrobiłam to za mocno. Włóczka wyraźnie zrobiła się cieńsza. Na Tęczowy Kocyk trzeba bardzo uważnie wybierać kolory, bo zestawienia są może dziecięce, ale niekoniecznie niemowlęce. Przejścia kolorów są ostre, bez cieniowania. Na czapeczki to nie najlepszy wybór, prędzej na rożki czy kocyki.
  • Schachenmayr Bravo Color - wybrałam sobie motek w niebiesko-morskich odcieniach, głównie na pompony. Zrobiłam jednak z niego kilka czapeczek, i całkiem nieźle to wypadło. Akurat ten kolor nie jest tak pstrokaty jak inne tej marki, jest niezbyt ciemny i w sumie dość stonowany. Z białym pomponem wychodzi to całkiem nieźle. W dotyku też nie jest zły, choć taka Sweet Baby jest od niego miększa. Na większe czapeczki moim zdaniem w porządku.
Do tego wszystkiego - bambusowe druty na żyłce. Używam rozmiaru 3, ale zamierzam zaopatrzyć się w 2 i 2,5, dla odmiany pończosznicze. Dlaczego? Dlatego, że są leciutkie i krótkie. Dam korki na końcach, wezmę po dwa, i będę robić jak na normalnych drutach. To są tak maleńkie prace, że ten system powinien się sprawdzić. Robienie czapeczek na dużych drutach to męka.

No i nie powstrzymam się, a co! Mój ulubiony sklep, do którego mam sentyment, to Craft & Haft. Od nich kupiłam pierwsze włóczki na tęczowe rożki, i dotąd tam wracam. Zawsze mam w czym wybierać.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Muza 50 a Ada 30 - porównanie

Podczas warsztatów w Ustroniu dostałam na stoisku Ariadny motek Muzy 50. To ich nowa nitka. Dotąd Muza chyba nie występowała w tej grubości - albo cienkości, jak kto woli, bo im wyższy numer kordonka, tym cieńsza nić. Wyglądała całkiem obiecująco. W drodze powrotnej miałam dość czasu, aby zacząć robić z niej próbkę. Dwa kółka z filcu i wypełnienie - zrobiłam poduszeczkę na igły:


Nowy kordonek oceniam bardzo dobrze. To jest pewna, wytrzymała nić, gładka i dobrze skręcona. Świetnie się nią pracowało. Jedyne, co rzuciło mi się w oczy, to wrażenie, że ma na powierzchni bardzo delikatny meszek, czego nie zauważyłam w Adzie. Na zdjęciach jednak tego nie widać. Mam nadzieję, że prace z Muzy przetrwają próbę czasu i za rok będą wyglądały równie ładnie jak teraz. Chciałabym też, aby były odporne na żółknięcie. Przyjdzie długo poczekać, aż będę mogła to ocenić.

Następna praca, dla porównania, to była podobna poduszeczka Adą 30, czyli nicią, którą robiłam do tej pory. No i nadal lubię Adę. Też jest gładziutka, węzełki zaciskają się jak należy, prace trzymają kształt. Różnica na niekorzyść była taka, że w czasie pracy raz mi pękła, a Muza ani razu. Na korzyść - brak tego mikroskopijnego meszku.  Grubość obu nici jest bardzo podobna. Nie znam się na niciach na tyle, aby powiedzieć, w jaki sposób nadawane są numerki i od czego zależą, ale w praktyce miałam wrażenie, że obie są jednakowej grubości.


W tej chwili mam w rękach jeszcze inną rzecz, trochę większą, ale myślę, że kolejną poduszeczkę zrobię nićmi Altın Başak Klasik (czyt. Ałtyn Baszak Klasik ;) ), którymi zaczynałam zabawę z koronką pętelkową. Miałam długą przerwę, a zapas w domu ciągle jest. Gdy ostatnio wróciłam do nich na chwilę, wydawało mi się, że są bardziej chropowate od Ady, ale musiałabym spokojnie popróbować, żeby zrobić jakieś porównanie. To jest w końcu bardzo dobra nić, przetestowana przez duże grono użytkowniczek. Co do żółknięcia - to moje najstarsze prace, część z nich pochodzi chyba sprzed siedmiu lat, no i niestety nie są już śnieżnobiałe. A najgorsze jest to, że tak drobną koronkę jest bardzo trudno uprać nie psując jej kształtu. Potem upinanie tysiąca pęteleczek i pikoteczek to utrapienie.

Uparłam się, że nie wyślę moich próbek testowych, dokąd nie porobię im zdjęć:




Próbka Muzy

Próbka Ady


A tu już spakowane do drogi:




wtorek, 8 listopada 2016

Twórcze Inspiracje nr 6/2016

Nowe "Twórcze Inspiracje" trafiły do mnie w momencie, gdy próbowałam uporządkować zaległą stertę zaczętych robótek, przygotować się do zjazdu w Ustroniu, a na dodatek głowę miałam zajętą eksperymentami mydlarskimi. To nie jest dobry moment na rozpoczynanie nowej pracy, a nawet na myślenie o takiej. Tak czy inaczej, gazetka jest i kusi, mocno kusi!


1) Sutaszowa choinka - śliczna, wesoła, bardzo kształtna ozdóbka choinkowa. A może ktoś będzie chciał taki świąteczny naszyjnik, albo z mniejszych koralików - kolczyki?  Rzecz jest o tyle zachęcająca, że nie jest trudno samemu wymyślić kolory, albo i nową formę. Sutasz pozwala na dużą dowolność, ogranicza nas tylko wyobraźnia.

2) Powertex - bombka z portretem. To może być śliczna pamiątka dla kogoś drogiego. Tak samo można ozdobić inne przedmioty, a efekt znowu zależy od naszej własnej wyobraźni, doboru detali, kolorów itd.

3) Szydełkowa sówka - prościutka w wykonaniu, chyba całkiem szybka, zwłaszcza z grubszej włóczki, i znów pozwala na dużą dowolność. I czy mi się zdaje, czy z tego samego wzoru wyjdzie czapeczka?

4) Poduszka z koronką - tu mamy wdzięczny wzór z szydełkowych motywów,  do wykorzystania jako serwetka, bieżnik, bądź właśnie do naszycia na poduszkę.

5) Szydełkowe bransoletki z okrągłym kamieniem pośrodku, ozdobione tak, że mi Spiderman przychodzi do głowy. Fajny pomysł z tą lśniącą, haftowaną pajęczyną.

6) Twinowe bransoletki - czyli robótki z koralików, z wykorzystaniem przede wszystkim koralików twin. I to jest pierwsza rzecz, dla której byłabym niemal gotowa zacząć kolejną pracę i dorzucić szpargałów do mojej nieśmiertelnej, rozrastającej się sterty na stoliku. Są takie śliczne. Kurcze, Ustroń tuż-tuż! Zaopatrzenie! I jest tych wzorów kilka do zrobienia: bransoletki z grubych, okrągłych sznurów na kształt sznura tureckiego, właśnie z tych koralików, bransoletki płaskie jak szeroka wstążeczka, można szaleć! Duży plus.

7) Barokowa bombka: oklejamy bombkę aksamitem, najlepiej po królewsku, bordowym, a potem przewiązujemy na krzyż koronką z koralików. Znowu wzór do wykorzystania tyleż na bombkę, która nas pozachwyca przez Święta, co na biżuterię, przydatną przez cały rok. Śliczny wzór, taki bardziej kwiatowy, z kilku rodzajów koralików; w dwóch wersjach, węższej i szerszej.

8) Znowu szydełko - prościutkie gwiazdeczki na choinkę i stroiki. Wyglądają na szybkie do zrobienia. Potem tylko usztywnić porządnie krochmalem, i mamy wesołą zimę w domu.

9) Świąteczne podusie: bierzemy puchatą włóczkę w soczystych odcieniach zieleni i robimy z niej proste trójkątne poduchy, które potem ozdabiamy szydełkowymi łańcuszkami i bombkami z pomponów. Zresztą co kto wymyśli - na tej drugiej widzę i serduszka z szydełkowego konturu, wypełnione chyba igłą. Bardzo przytulne i niekłujące iglaczki.

10) Coś o naturalnych kosmetykach - jesienny plan pielęgnacji. O to, to. Właśnie czekam na masło shea i olej migdałowy, bo mi brakuje kremu do twarzy. Macerat z rumianku i nagietka na oliwie z oliwek jest gotów. Drugi jest lawendowy, i zastanawiam się, czy ta lawenda będzie tylko do mydła marsylskiego, czy może też ujmę nieco i przerobię na krem. Fajne są te porady. Od pół roku uważam, że nie ma to jak jadalne składniki do kremów. To jest coś, co się wchłonie i odżywi cerę, a nie tylko oblepi ją od zewnątrz. Masło shea do smarowania ust jest genialne, ale tu w artykule jest jeszcze kilka dobrych pomysłów.

11) Kolorowe pompony: miła i ładna dekoracja z taśmy tiulowej. A zrobić jest prosto, jak to pompony: okrągły szablon wycięty z tektury - mało to wyrzucamy opakowań codziennie? - wstążeczka do przewiązania, nożyczki do przystrzyżenia, i parę minut cierpliwości.

12) Bombka "barwna łąka" - na to akurat popatrywała moja córka, bo to takie radosne, kolorowe szaleństwo. Nawycinać kwiatków z barwnego filcu, wysypać na stół pstrokatych guziczków, do tego muliny, którymi można na grubo powyszywać wzorki na kwiatkach. I jeszcze duża styropianowa bombka, do której to wszystko poprzypinamy szpilkami. Najlepiej, jeśli mają spore, ozdobne łepki. Proste? Proste. A jaka radocha!

13) Bombka z koronką rumuńską - no, tu już jest inna rozmowa. Tak jeszcze bombek nie ozdabiałam. Przezroczyste bombki, jak bańki mydlane, oplecione koronką, i to mało popularnym u nas rodzajem. Jak się okazuje - wszystko jest do zrobienia. Piękna rzecz!

14 i 15) Bombki ze śnieżynkami - tym razem haft koralikowy na kolorowej aidzie, a do tego wzory śnieżynek na troszkę większe obrazki. Można użyć krzyżyków albo koralików, zastosować różne kolory, i wykorzystać do ozdobienia różności. Oprawić w ramki, wszyć w poduszkę, ozdobić torbę? Co kto wybierze.

16) Garść niedużych wzorów na kartki świąteczne: proste, dwukolorowe wzory. Powinny być szybkie i wdzięczne w wykonaniu. Będzie dużo karteczek.

17) Skrzaciki - ja nie jestem "targetem", ale całkiem mi się pyszczki tych skrzatów podobają. Są słodkie, ale nie landrynkowe.  Mogą być wdzięcznym prezentem dla przedszkolaka. Choć może nie tylko?

18) Kartka z poinsecją - no, tu jest "na bogato"! W jednym obrazku mamy haftowane krzyżykami listki, koralikowe kwiatki, i największy kwiat do wykonania haftem wstążeczkowym. Taka kartka, jeśli ktoś dostąpi zaszczytu i taką dostanie, powinna całe święta stać na honorowym miejscu!

19) I jeszcze szydełkowy kwiatek poinsecji jako bombka na choinkę.

20) A gdyby komu było mało, jest i coś do uszycia: wielki worek z uszami na dziecięce zabawki, z dużymi kieszeniami, do wywracania na lewą albo prawą stronę. Podobno po odpowiednim wywinięciu może nawet służyć jako siedzisko dla malucha!

Dwadzieścia pomysłów w jednym czasopiśmie. Szał! Kto pierwszy pochwali się pracą?

środa, 7 września 2016

Twórcze Inspiracje Nr 4-5/2016

Nowy numer czasopisma już od jakiegoś czasu jest w kioskach, a w nim pomysły na jesienne robótki. Zresztą nie tylko jesienne.

Może mało spostrzegawcza jestem, ale po raz pierwszy widzę w piśmie motyw przewodni inny, niż pory roku i nadchodzące święta. Większość pomysłów, artykułów i kursów jest związana z recyklingiem, czyli ponownym wykorzystaniem materiałów, które mamy pod ręką.

Na początek - artykuł pani psycholog o korzyściach z rękodzieła. Tworząc, sami tworzymy siebie i odblokowujemy nowe możliwości. Radzimy sobie ze stresem. I to ostatnie potwierdzam sama, bo pierwsze kroki w tej dziedzinie postawiłam po kilku latach intensywnego życia zawodowego, gdy rozpaczliwie potrzebowałam oderwać się od klepania w komputer i mieć coś własnego, tylko mojego, koniecznie bez klawiatury i ekranu.

Upcykling nr 1: Krzesełko jak nowe - mały kurs tapicerki. Trochę szycia, trochę zabawy specjalnym zszywaczem i obcęgami, i mebelek zmienia się nie do poznania. Punkt!

Upcykling nr 2: kudłata poduszka z wykorzystaniem kilku zalegających na dnie szafy T-shirtów. Bardzo sympatyczne wrażenie to robi. Zresztą w dużej mierze to zasługa użytych kolorów: ja lubię taką ciepłą gamę, od jasnych żółci, poprzez pomarańcz i ceglastą czerwień, do brązów. Ciekawe, jak się na tym siedzi. Pewnie mięciutko!

Upcykling nr 3: zwykły papierowy chustecznik na papierowe chusteczki można zamienić na ciasto z bitą śmietaną i truskawkami. Serio, serio! Trochę filcu, trochę machania igiełką i nitką, i mniam-mniam, aż ślinka leci.

Upcykling nr 4: plecak ze starych dżinsów. Żeby nie było nudno, jedne w kolorze niebieskim, drugie jakieś takie szarobrązowe. Do tego kawałek materiału w morskie stworki. Gdybym tylko miała maszynę, córka żyć by mi nie dała. I stare dżinsy tak do mnie błagalnie popiskują spod łóżka...

Kocyk w jodełkę - a tu już zmieniamy temat. Bierzemy dobrą, cieplutką włóczkę, grube druty, i możemy zrobić na przykład kocyk dla malucha ściegiem, który sama dotąd tylko widziałam na Youtubie. Po angielsku herringbone, po naszemu jodełka. Musi być bardzo ciepły i miękki! Swoją drogą ten wzór przypomina mi ściegi naalbinding, i jak wyrzut sumienia wyziera do mnie z pudełka cudowna wełenka, którą już kiedyś zrobiłam bardzo zachęcającą próbkę. Moje dzieciaki są za duże na takie kocyki, ale czapka igłą, to by było coś.

Wzory na gobeliny: coś do wykorzystania na tysiąc pięćset sposobów. Na obrazku mamy poduszkę szydełkową, wykonaną podobną techniką, jak plecaczki Wayuu, czyli kilkoma kolorami nici, półsłupkami, gdzie w środek półsłupka wrabia się nici w akurat nieużywanych kolorach. Na sąsiedniej stronie - cała garść wzorów, jakie można wykorzystać. A gdyby przypadkiem nie interesowało nas szydełko, możemy je wyhaftować krzyżykami, koralikami, wetkać w koralikowe bransoletki, ułożyć mozaikę, i nie wiem co jeszcze.

Haft wstążeczkowy - pachnąca lawenda. Nietrudny obrazek kilkoma ściegami. Oprócz tego, co widzimy po prawej stronie roboty, są objaśnione takie detale, jak prawidłowe rozpoczynanie nowej wstążki i zabezpieczanie końca, oraz kończenie wstążek na odwrocie haftu. Ważna jest ta "kuchnia", bez niej pewne rzeczy robi się na ślepo, a efekt końcowy bywa inny od zamierzonego.

Prezentacja prac konkursowych - gratulacje dla wyróżnionych! Można obejrzeć całą galerię toreb, torebek, plecaczków i etui, wykonanych przeróżnymi technikami. Co zdjęcie, to inny pomysł, od malowniczych przeróbek dżinsowych spodni czy skórzanych kurtek, przez szydełko, haft czy filcowanie (te maki, ach, te maki!), aż po koronkę klockową. Cudowności.

Kolorowe szaleństwo - ściegi hafciarskie. Powiedziałabym, że upcykling nr 5: bierzemy taką sobie zwykłą koszulkę czy bluzkę. Poleżała sobie w szafie, bo się znudziła - oby tylko rozmiar był dobry! I z pomocą kolorowej muliny robimy z niej cudo. Możemy wziąć do ręki artykuł i gotowy wzór, albo dowolny podręcznik ściegów hafciarskich, a wzór narysować sobie z głowy i wypełniać go czym tam zechcemy. Takiej bluzki nie będzie mieć nikt inny na świecie - zwariowanej, kolorowej! I owszem, pełna zgoda z autorką: warto nauczyć tego dzieci.

Upcykling nr 6: bransoletki dżinsowe. No bomba, tyle pomysłów do wyboru! Wycinanie, strzępienie, przeszywanie, zaplatanie, naszywanie różności, nabijanie napów! I to też nie jest trudne, do zrobienia przez co pojętniejsze dzieci z późnej podstawówki, jeśli tylko będzie im się chciało.

Upcykling nr 7: bursztyny. Może być stary bursztynowy naszyjnik, taki, co to kiedyś pękł, ktoś go pozbierał i wsadził do pudełka "bo to się kiedyś naprawi". Albo bursztynki z plaży, o ile ktoś miał tyle szczęścia, że jakieś znalazł (no, ja ostatnio nie miałam). Albo drobnica z woreczka na nalewkę bursztynową. Do tego coś do oszlifowania, mikrowiertarka do nawiercenia otworków, a czasem po prostu odpowiedni klej. I koniecznie wyobraźnia, jak najwięcej wyobraźni. Muszę przyznać, że kolekcja biżuterii z okładkowego zdjęcia robi wrażenie. To wszystko da się zrobić, wystarczy głowa do myślenia i ręce do pracy!

Bransoletki z drobnych koralików i rureczek - ładny pomysł, warto wiedzieć, jak coś takiego zrobić. Do tego haftowany kaboszonek. To się da wykorzystać na wiele sposobów, w zależności od wyobraźni, humoru, zapasu posiadanych koralików, albo koloru sukienki, do której akurat potrzebujemy błyskotek na najbliższą imprezę. A na sąsiednich stronach znowu dużo wzorów do wykorzystania na najróżniejsze sposoby, przede wszystkim do wyszycia krzyżykami takiego kaboszonka. Ale i czegokolwiek innego: zakładki, wzoru na bluzce czy ręczniku, bransoletki, co nam w duszy zagra. Dużo ich!

"Na straganie" - kolekcja wzorów z warzywami i owocami do ozdobienia słoiczków, albo do wyhaftowania obrazków. Dziesięć do wyboru!

I kolejna seria wzorków hafciarskich - kwiatki, motylki i inne ślimaczki w pastelowych kolorach na dziecięce ubranka i śliniaczki, do tego metryczka. Pewnie przydadzą się niejednej mamie czy babci.

Fajny numer. Może nie wszystko trafia w moje potrzeby, ale spora część pomysłów na przeróbki różnych staroci aż się prosi o bardzo poważne potraktowanie. Tak że polecam!

środa, 29 czerwca 2016

Twórcze Inspiracje nr 2-3/2016

Muszę przyznać, że bieżący numer "Twórczych Inspiracji" zrobił na mnie wrażenie. Jest w nim parę rzeczy, za które mam dużą ochotę się zabrać. Gdyby tak mieć dodatkową parę rąk, albo jeszcze lepiej, swojego sobowtóra, którego oddelegowałoby się do załatwiania przyziemnych życiowych spraw! Cóż, nie ma łatwo, pewne rzeczy muszą poczekać, niektóre czekają od lat nieruszone, a inne wiodą żywot weteranów UFO w składziku pod lampą.

1) Pierwsza propozycja to naszyjnik z rozetek yo-yo. Spotkałam się już kiedyś z tą techniką na jednym ze zjazdów robótkowych, chyba w Ustroniu. Bierze się kolorową tkaninę, wykrawa kółka, obszywa fastrygą i ściąga nić, co tworzy zmarszczone pośrodku rozetki. Można je w różny sposób łączyć i naszywać, a jak kto chce, może pośrodku doszyć koralik. W ten sposób mamy materiał na naszyjnik, albo co tam komu w duszy zagra. Ładny pomysł i nietrudny, w sam raz do letniej sukienki.

2) Upcykling szmatek, czyli robimy torbę na laptopa. Bierzemy co tam komu w szafie zalega: znoszone dżinsy, starą spódnicę, a może resztki po jakimś większym szyciu, możemy uzupełnić to dokupionym materiałem, i szyjemy. Ja kiedyś dorwę tę maszynę, bo dobrej torby po prostu mi brak. Nawet nie musi być laptopa w środku, ja mam dość bambetli, które mogę do niej wpakować.

3) Haft wstążeczkowy - torba z sową. Śliczna ta sowa, zresztą bardzo ładnie dobrana do materiału torby. Aż się prosi, żeby spróbować. U mnie to raczej dalsze plany, ale kto wie. Czasami pewne prace pojawiają się w życiu nagle: po prostu przychodzi na nie pora.

4) Szydełkowe gobeliny - szydełkowanie gobelinowe - tapestry crochet - albo ostatni krzyk mody wśród moich robótkujących znajomych. Letnia torba-worek, zrobiona na wzór indiańskich mochila bags albo wayuu bags. Warto zobaczyć, jeśli ktoś jeszcze nie wie, co to jest, bo idea jest bardzo prosta, a można uzyskać wspaniałe efekty.

5) Patchwork, tym razem pled i poduszka. Propozycja na pierwszy patchwork, i na pewno na wiele następnych. Ja tego jeszcze nie szyłam (powtarzam jak mantrę: nie mam maszyny), ale można tu znaleźć podstawy i zrobić sobie coś użytecznego. Do tego poduszka szyta nieco inaczej, z brzegami tkanin wywróconymi na zewnątrz i zmechaconymi, co daje ciekawy efekt. Tak by można uszyć również torbę.

6) Quilling - kartka z zaproszeniem na ślub. I powiem tak: wiele prac quillingowych nie przekonuje mnie, i nieraz mam takie odczucie: no, można, tylko po co? Ale ta karteczka jest śliczna, z doborem kolorów, podłożem z czerpanego papieru i wszystkimi tymi zawijaskami. Taki quilling rozumiem. I jeszcze ten niebieski kwiatek, który z niej wystaje i jest trójwymiarowy. Brawa dla autorki.

7) Amigurumi, czyli szydełkowe maskotki. Sowa, nietoperz i pingwin. Sądzę, że mnóstwo osób złapie za szydełko i będzie robić, robić, robić! Świetny pomysł na nieduże prezenty dla dzieciaków, albo na breloczek do plecaczka czy cokolwiek. A jak się już zrobi stworki z kursu, człowiek umie  dość, aby wymyślić sobie mnóstwo własnych.

8) Bransoletki w technice puncetto valsesiano - a to moja robota, pracowałam nad tym kilka miesięcy temu (tak, takie materiały przygotowuje się dużo wcześniej). Mam nadzieję, że się komuś spodoba, i że się pochwali zrobioną bransoletką.

9) Beading - bransoletka ze ściegu cubic, kwadratowego w przekroju. To się przyda każdemu, kto się zajmuje biżuterią z drobnych koralików. Ładny ścieg, taki sznurek koralikowy można formować w różne kształty i łączyć z innymi formami. Łatwo jest też wrabiać kolory według schematu, jest nawet kilka propozycji łączenia kolorów. Niejedna bransoletka może powstać.

10) Bransoletki z wrabianymi wzorami: ciekawe podejście i bardzo mi się to podoba. Nie narzucamy techniki, tylko podajemy gotowe wzory na szerokie bransoletki, czy to będzie jaskrawy wzór indiański, czy krata jak z płaszczy burberry, czy motyw nieba z obrazu Van Gogha. A ty, czytelniku, łap za koraliki, igłę, krosienko, mulinę, i rób z tym co tam sobie chcesz. Technikę i ścieg możesz dobrać sam. Wszystkie wzory są zresztą w dwóch wersjach, z których jedna jest w kratkę 10x10 jak do haftu krzyżykowego (ale i do tkania koralikami na krosienku), a druga poprzesuwana, jak do ściegu peyote.

11) Haft krzyżykowy - metryczka z sówką. Ładna propozycja, metryczki cieszą się powodzeniem. Znajdzie zastosowanie.

12) Piękno z natury, czyli kosmetyki własnego wyrobu. Temat bliski mi bardzo, bo od miesiąca lub więcej z upodobaniem stosuję kremy i dezodoranty, które zrobiłam sobie sama. Co więcej, rodzina obdarowana próbkami jest zadowolona i powiada, że mi się chętnie w przyszłości dołoży do zakupu składników. A róże na zdjęciu aż do mnie pachną. Ja je znam, dostałam wielką garść płatków, może z tego samego krzaka. Zapach był taki, że czuć go było przez zamkniętą paczkę. Ten krem ze zdjęcia musi być niesamowity! Warto sobie przyswoić wiedzę z tego artykułu, a potem... no cóż, samemu kombinować, albo rozejrzeć się za przepisami, których jest mnóstwo. Co więcej, niektóre składniki, nawet z niczym niewymieszane, mają dobroczynne działanie. Takie masło shea jest świetne, mimo swojego zapachu, który nie wszystkim może odpowiadać. Warto, powiadam.

A pomiędzy tym kolorowym szaleństwem skromnie się chowa ogłoszenie o III Festiwalu Twórczo Zakręconych w Krasnymstawie, od 1 do 3 lipca tego roku. Kochani, widzimy się w piątek!

czwartek, 17 marca 2016

Igła Malowane 2/2016

Ten egzemplarz pisma trafił do mnie w sposób wyjątkowy, bo jako wygrana w jednym z fejsbukowych konkursów organizowanych przez wydawcę. Miałam go w rękach kilka dni przed premierą! Aż trudno uwierzyć, bo właściwie takie wygrane mi się nie zdarzają.


Ten numer różni się od poprzednich tak na oko. Najpierw nie kojarzyłam o co chodzi, potem wzięłam do ręki inne. Zmienili papier. Nie jest błyszczący. Format - odrobinkę większy. Jak dla mnie - całkiem dobra zmiana. Mam wrażenie, że pismo, choć mniej błyszczące, jest solidniejsze, i nie będzie się tak łatwo rozrywać przy długim haftowaniu. W moim przypadku jest tak, że ze wzorkiem rzędu 100 x 150 krzyżyków zaprzyjaźniam się na kilka miesięcy. Przynajmniej na dwa. Nie ma rady, kartki powylatują od tego ciągłego otwierania, przekręcania odpowiednim bokiem, ustawiania tak, żeby wygodnie się patrzyło. Nie zawsze to co eleganckie jest praktyczne.

A teraz przegląd wzorów.

1) Mała sówka - wędrowniczka. Nie jestem zachwycona serią z sówkami, sądzę jednak, że będą nieraz haftowane i spodobają się dzieciom. Moje już są na to za duże.

2) Wiosenny spacer - seria z misiami. A tu na odwrót: wzorek słodziutki, dziecinny, ale jestem za! Misia wygląda fantastycznie. Co więcej, jest odpowiedniego rozmiaru na kołderkowe kwadraciki. Co wy na to, koleżanki z Kołderek za Jeden Uśmiech?

3) Seria z parasolem - "W oczekiwaniu". Ładny pomysł na tę serię, tylko sylwetka chłopaka jest nieco dziwna, jakby buty miał zwrócone w przeciwną stronę niż głowę. I żeby bardziej pomarudzić - taki on jakiś patyczkowaty, jak przerośnięty gimnazjalista. Ale może taki właśnie ma być?

4) "Wiosna już nastała" - a to zupełnie inna kategoria. Duży wzór na poduszkę (albo co kto sobie życzy), 216 x 216 krzyżyków, z bujnymi papuzimi tulipanami. Piękne, płomieniste kwiaty, z charakterystycznymi strzępiastymi płatkami; wspaniałe, nasycone kolory. Będzie z tego pociecha.

5) Madame Calia - znowu spory wzór, 136 x 210 krzyżyków (tak, wiem, ja mierzę własną miarką, dosyć skromną), o tyle szybki, że wiele w nim powietrza, a pejzaż zaznaczony jest delikatnymi konturami. Na pewno będzie niejeden raz wyszywany, bo wdzięczny.

6) Torba w peruwiańskie wzory - ooo, ładna egzotyka. Sporo haftowania, ale efekt taki, że ho-ho. Kawał dobrej roboty, tym bardziej, że projekt robiła pani Gawrońska, etnolog. Taka torba to byłoby cudo.

7) Koronkowe fantazje - czyli delikatny, okrągły wzór z dużą ilością kresek ściegiem za igłą. Można go użyć na poduszkach, obrazkach, serwetkach, i gdzie się zechce, kolor też nie jest narzucony. Nawet cieniowana mulina dobrze się sprawdzi. Ładny, wdzięczny. I jeszcze kolorowanka z tego wyszła na następnej stronie.

8) Dwie kartki komunijne, albo na inne podobne okazje, i obrazek w podobnym stylu na I Komunię Świętą. Muszę przyznać, że są dość nietuzinkowe, bo bardzo subtelne, białe lub pastelowe, do haftowania na podbarwionej kanwie. Byłam wręcz zachwycona efektem, bo wyglądało to tak, jakby krzyż i gołębica unosiły się na tle białych obłoczków, tak samo kielich i winogrona na komunijnym obrazku. Piękny widok.

9) Słonik "na szczęście" - oj, co za tytuł, jakby chodziło o tandetną durnostojkę z chińskiego sklepu za pięć złotych (z szacunkiem dla osoby wymyślającej tytuły), a mamy pięknego, wielkiego słonia, ubarwionego w jakieś mandale i gwiezdne konstelacje. Pełen Orient, szaleńczo kolorowy. Na dodatek granat na ciele słonia przechodził w magiczny sposób w fiolety, co dawało jeszcze bardziej szalone wrażenie. Zajrzałam do wzoru. Co się dzieje? To miało być haftowane jednym kolorem muliny, a drugim, trzecim i piątym - gwiezdne zawijaski, dobrze odgraniczone i widoczne. Wreszcie doszłam... Błąd maszyny! W górnej części pisma nierówno drukowany był kolor niebieski. Stąd wariackie zmiany kolorów na słoniu, stąd obłoczki na niebie w komunijnych kartkach... Jestem zdania, że obłoczki powinny zostać, i te wzory należy wyszywać na aidzie cieniowanej w chmurki! A co do słonia, jego granat jest obłędny i tak.


Piękny numer, udane wzory. Na następny poczekamy do lipca. Ech, jak to długo.

Twórcze Inspiracje 1/2016

Jako się rzekło, u mnie w okolicy tego pisma nie ma, i nowy numer dostałam całkiem przypadkiem na drugim krańcu Warszawy, bo na SGGW. A myślałby kto, że kiosk za bramą główną jest taki mały. No i fajnie, bo miałam lekturę na drogę powrotną. 


Co my tu mamy: 

1) Pisanki zdobione haftem krzyżykowym. Nie pierwsze i na pewno nie ostatnie. Szybkie, przyjemne wzorki, co więcej, operujące dwoma-trzema kolorami nici. Można więc dobrać samemu, w zależności od gustu, humoru czy posiadanych wstążek. Kwiatki są jak najbardziej uproszczone, niemal symboliczne. Jak dla mnie aż za bardzo; w tym uproszczeniu podchodzą niemal pod komputerowy styl "material design", ale dla kogo innego to może być ich największa zaleta. Poza tym można dać je do wyszycia dzieciom i sobie poradzą, a potem jaka satysfakcja z ozdobionych jajek!

2) Powertex - rdzawe jajo. Znowu znajoma sytuacja z powertexem, czyli ta praca nie jest w moim typie. Może powinnam zobaczyć to na żywo, a może jeszcze nie trafiłam na odpowiednie wykonanie. Powertex ma jednak powodzenie, i dla wielu osób taki kurs będzie cenny. 

3) Haft złoty nakładany - złote jajo. Sama praca zrobiła na mnie mniejsze wrażenie, niż torebka w kwiaty z poprzedniego kursu, ale dobrze jest przypominać podstawy i pokazywać nowe ściegi. 

4) Proste sposoby zdobienia jajek - przyjemna zabawa. Nie wpadłabym na to, żeby zastosować nakładanie warstwy zygzaczków z lakieru do paznokci unoszącej się na wodzie. Raz tylko widziałam na filmie ten patent stosowany do malowania samych paznokci i byłam pod wrażeniem pomysłowości kosmetyczki. No proszę. Stemplowanie kolorowymi farbkami - a czemu nie! Dla mnie numer jeden to jednak farbowanie w barwnikach naturalnych. U mnie w domu od zawsze stosowało się łupiny cebuli. Kocham te kolory, a na dodatek smak i zapach. W zeszłym roku udało mi się całkiem ładnie zabarwić jajka kurkumą. Wyszły pięknie żółte, i też jadalne. Takich malowanych lakierem raczej nie odważyłabym się zjeść. A teraz mam ochotę wypróbować kwiat malwy, korę dębu, szyszki olchy i czerwoną kapustę. Szpinak mnie rozczarował, koloru nie dał ani trochę. Może coś źle zrobiłam. 

5) Beading - jajko w koralikach. Bardzo efektowne! A po Wielkanocy odzyskać  koraliki i zrobić sobie bransoletkę według tego samego wzoru. Raczej nie trzeba by w nim wiele zmieniać. 

6) Haft bulionowy - jajko w piękne różyczki. Jajko jajkiem, ale te różyczki! Są słodkie, śliczne, i można nimi ozdabiać co się żywnie podoba. Ta technika stoi u mnie w kolejce, kiedyś się za nią wezmę. Stara, dobra rzecz.

7) Kącik dla dzieci - barwne zwierzątka na patyczkach. Tytuł mówi sam za siebie. Skserować na kolorowo, żeby nie ciąć czasopisma, posadzić szkraby przy stole, niech wytną zwierzątka, podkleją tekturką, przylepią taśmą do patyczków i się cieszą! I owszem, na każdym patyczku zawiązać kokardkę. Buziaka dla dziecka, które umie zawiązać kokardkę samo. Albo drugi stopień trudności, przede wszystkim dla rodzica, to przenieść elementy zwierzątek na kolorowy papier, tu już w dwóch-trzech kolorach, powycinać, no i dopasować wszystko i posklejać. To dla starszych dzieci, bardziej wymagające, ale na pewno będzie więcej satysfakcji z własnej owcy. 

8) Amigurumi - szydełkowy zając z marchewką. Widzę, że ostatnio ludzie lubią szydełkowe maskotki. Ja kiedyś poległam na pingwinie, ale zabrakło mi nie tyle wprawy, co chęci. Są osoby, które zmachają takiego zająca z ogromnym zapałem i wyjdzie im świetnie. A może ktoś zacznie od zająca, a jak im jeden zając wyjdzie, to i całe zoo. 

9) Haft wstążeczkowy - satynowe kwiaty. Ależ one są śliczne. Moje ulubione irysy, powiew wczesnego lata. Mam ochotę spróbować i szukam pretekstu, czyli czegoś użytkowego, co mogłabym tymi irysami ozdobić. 

10) Koronka rumuńska - wielkanocna serwetka. No proszę, kurs koronki rumuńskiej / arabeski / makramy szydełkowej, i jak jeszcze się ta technika nazywa... Pierwszy raz zetknęłam się z nią w starej książce "Zręczne ręce", gdzie była w jednym dziale z koronką igłową, niespecjalnie nawet wydzielona. Bardzo się cieszę, że ten kurs się ukazał. To piękna technika, dająca wiele swobody, choć nie da się ukryć, że czasochłonna. 

11) Haft krzyżykowy - trzy wzory na kartki z kwiatami wiosennymi i jajkami. Jedna bez jajka, i ta mi się najbardziej podoba, ale to moje skrzywienie, że wzory świąteczne traktuję nieco z przymrużeniem oka. Na kwiaty mogę patrzeć cały rok, na kwiaty z jajkiem tylko przez kilka dni, a równie długo się je wyszywa. Czasem jednak warto! No i obrazek z barankiem paschalnym - a to już jest całkiem serio. Bardzo ładny. 

12) Znowu krzyżyki - tym razem gęste, geometryczne kwiatki w wiosennych kolorach - od zieleni, przez żółcień i pomarańcz, do czerwieni. Serwetka ozdobiona takim właśnie kolorowym brzegiem. Bardzo mi się to podoba. Wersja z nicią cieniowaną zresztą też. Tak na marginesie - to byłoby ćwiczenie na idealną lewą stronę, żeby były tam wyłącznie pionowe lub poziome linie, i żeby nie było widać, gdzie się nitka kończy, a gdzie zaczyna. Ciekawy eksperyment przy tych zmieniających się kolorach. 

13) Szycie - orientalna poduszka. Orientalna, bo z piękną mandalą, jedną z trzech takich, jakie ostatnio się pojawiły na stronie Coricamo. Brawo dla autorki kursu za błyskawiczne wyhaftowanie niemałego wzoru (co obserwowałam na FB), i za cały kurs. Ja się zastanawiam nad jedną sprawą, ale to już jest rzecz gustu, i na dodatek brak mi maszyny i umiejętności, aby to zrobić: potraktowałabym mandalę jako obraz, dała dookoła ramkę w innym kolorze, też taką ośmiokątną (marzy mi się aksamitna, żywozielona), i takiż tył poduszki. W rzeczywistości, gdybym już tę mandalę wyhaftowała i zrobiła taką poduszkę, jak pokazana na zdjęciach, byłabym z siebie dumna jak paw. 

14) Patchwork - poduszka Dino. Może to nie jest taki patchwork na całego, ze składaniem elementów jak klocków w układance. Bierzemy materiał w dinozaury (trzeba przyznać, że przyjemne są wzory materiałów w Coricamo), naszywamy aplikację - dinozaura, pikujemy po konturach i jego, i niektóre elementy, zszywamy poduszkę, dajemy lamówkę. Trochę to prostsze od zwykłych patchworkowych wzorów, ale ładne i niezłe na start. Albo na przerywnik po trudnych pracach. 

Następny numer dopiero w czerwcu, chyba dobrze mi się zdaje? A więc do czerwca.

środa, 16 marca 2016

Igłą Malowane 1/2016

Udało mi się dostać styczniowy numer "Igłą Malowane" niemal przez przypadek. U mnie w kiosku, jak się okazuje, od jakiegoś czasu tego nie sprowadzają. Na szczęście są inne kioski w Warszawie. I Empiki. 



Jak przystało na hafciarskie czasopismo, od początku roku mamy już wiosenne wzory. Tego się nie zrobi w pięć minut, trzeba myśleć z wyprzedzeniem. 

1) Kartka wielkanocna z Jezusem - Dobrym Pasterzem - niejeden raz zostanie wyhaftowana. Dobrze jest mieć takie wzory w zapasie. 

2) Karki z zajączkami i pisankami - też na pewno będą często-gęsto wyszywane, choć akurat nie są w moim typie. Najbardziej podoba mi się chyba leżący zając. 

3) Jajka haftowane w kwiatki - śliczne! Bardzo ozdobne, delikatne wzory. Dużo pojedynczych krzyżyków i linii ściegiem za igłą, ale w tym ich urok że nie są gęsto zabudowane, mają dużo powietrza. Można zresztą te wzory wykorzystać inaczej, nie tylko do oklejenia styropianowych jajek. Uruchomić fantazję, i miłej zabawy!

4) Wzór kwiatu magnolii na serwetkę. Kocham magnolie! Natomiast co do haftu na serwetce, uważam że musiałaby to być gotowa serwetka ze wstawką z aidy w miejscu haftu, bądź serwetka z obrusowej tkaniny i z nadrukiem (robiłam taką serwetkę z różą), albo po prostu płótno do haftu (Rosjanki mówią na takie "rawnomierka" albo "domotkannoje połotno"), ale nie cała serwetka z aidy. Oj, wyhaftowałabym magnolię na płótnie. Nawet nie musiałoby być białe. Ecru albo szare płótno świetnie by się sprawdziło.

5) Trzy obrazki z kwiatami - irys, żonkil i tulipan: bardzo ładne, i jednocześnie czegoś mi tu brak. Może to kwestia mojego obecnego humoru? Bywa... a może bym to wyhaftowała na aidzie w delikatne wzorki i  w jakimś pastelowym kolorze. Chyba tak. 

6) Zimowy obrazek szaro-biało-błękitny: nie przekonuje mnie. Zima sama z siebie jest dość bezbarwna. Niewykluczone jednak, że komuś się taki efekt artystyczny spodoba. 

7) Deszczowe misiaki - bardzo ładna jest ta seria z misiami. Spore, dopracowane wzory, misie słodkie, ale nie jak kompletny ulepek. Ja się na nie nie porwę, ale niejedna babcia zrobi taki obrazek dla wnuków. 

8) Kartka z zakochanymi kotami: zabawny i nietrudny wzór. Będzie mieć wzięcie, tak myślę. Tegoroczne Walentynki minęły, ale czy to jedyna okazja, żeby takie koty wyhaftować? A poza tym w przyszłym roku też będzie 14 lutego. 

9) Poducha w serduszka - dobry, użytkowy wzór, do przerobienia na obrazek, torbę, albo cokolwiek nam się zachce. Do wyszycia w każdym zestawie kolorów, według fantazji. A na dodatek w całości, albo każde serduszko osobno, umieszczone na płótnie jak się komu podoba. 

10) Artykuł o hafcie berlińskim: bardzo lubię takie rzeczy. Rozwijają, uczą, pokazują rzeczy ciekawe i mało znane. Bardzo szkoda, że oprócz fotografii torebki nie znalazł się wzór do wyszycia, choćby niewielki. Starałam się znaleźć wzory tego haftu, ale chyba źle szukałam albo nie miałam szczęścia, a może jednak nie jest tak łatwo je znaleźć, jak pisze autorka. Albo trzeba szukać po niemiecku, a ja znam angielski, a niemiecki słabiutko. No cóż, lupę w garść i odwzorować haft z tej torebki... 

Ogólnie - ładny numer, jest tu sporo rzeczy, które już się wielu osobom zdążyły przydać i jeszcze przydadzą.

wtorek, 29 grudnia 2015

Parę słów o zestawach do haftu

Tak się kiedyś złożyło, że natrafiłam na akcję "Kołderek za jeden uśmiech".  Wtedy miałam na koncie sporo szydełkowych serwetek i pierwsze prace czółenkowe, a haft krzyżykowy mnie nie pociągał zupełnie. Czego jednak nie robi się dla dzieci... Po kilku kwadracikach przeszperałam różne czasopisma i sieć, bo zechciałam zrobić jakiś haft dla siebie. Powstał na przykład obrazek kotka w oknie, o ile pamiętam z "Kramu z robótkami", haftowany muliną DMC:


Pięknie dopracowany schemat, kolory bez zarzutu.

Dalej trafiłam na stronę Coricamo, którą przeszukałam bardzo dokładnie. Korciły mnie górskie widoki. Nigdy nie miałam obrazów w domu, a tu mogłabym zrobić swój własny, hmm... Z masy wzorów wybrałam kilka, a potem, hi hi, jeszcze kilka. Kupowałam różnie: sam schemat, firmowy zestaw z muliną Madeira, schemat plus zestaw Ariadny. Były to głównie pejzaże: trochę gór, trochę lasów, pory roku. Ludzie mówili mi różnie: "popatrzysz sobie jeszcze, powyszywasz, to ci się gust zmieni, inni robią bardziej wysmakowane wzory". No i... parę lat minęło, a mnie się odmienić nie chce. Obrazki z Tatr i Beskidów trzymają się nieźle. Cudze góry to są cudze góry, nie nasze. I tak na pierwszy ogień poszło "Lato w Wiśle":


Tu nastąpiło wielkie "ups". Mianowicie zamówiłam schemat z zestawem mulin Ariadny (jeszcze tej starej). Wyszyłam kawałek, potem jeszcze kawałek, a potem pomyślałam sobie, że nie chcę, aby trawa była zżółkła, ziemia zgniłozielona, góry niebieskie jak niezapominajki, a chmury w dwóch odcieniach zamiast w trzech. Tego nie było na załączonym obrazku! Z którejkolwiek strony bym nie obejrzała moich mulin, nic a nic nie przypominały kolorów na wydruku! Wsypałam cały ten zestaw do ogólnego pudła z muliną, po czym je przeszperałam gruntownie i dobrałam własne kolory. Czego brakowało, uzupełniłam w pasmanterii. A więc da się uzyskać niezły efekt, tylko trzeba pokombinować samemu.

Takiego problemu nie miałam przy obrazku kota syberyjskiego. Miałam gotowy wzór, do tego wzięłam muliny DMC, i niemalże nie mam się do czego przyczepić:

Szary kolor jest stopniowany jak należy, kolory oczek też ładne. Jedyny wyjątek to kolor biały i najjaśniejszy szary, które niemal się zlewają i pyszczek wychodzi mało plastyczny. Chyba też tło na wydruku wpadało w lekki róż, ale mnie to nie przeszkadza.

Haftowałam też kilka schematów z kompletem mulin Madeiry, bo spodziewałam  się, że firmowe zestawy powinny być bez zarzutu.  Było z tym różnie. W części przypadków nie było się do czego przyczepić...


W "Czarze jesieni" mogli dać trochę większy kontrast barw w krzaczkach nad wodą po lewej, ale w sumie bardzo ładnie wyszedł.

Więcej problemów było z jesiennym pejzażem z mostkiem, gdzie inaczej dobrałabym niebo i wszystkie odcienie gór. Efekt wyszedł taki, że góry zlewają się z niebem, a nie powinny. Natomiast w zimowym obrazku zgrzytają mi fioletowe koleiny w śniegu. To miał być znacznie bardziej stonowany kolor. Czepiam się, wiem.


Natomiast "Górska dolina" jest moim zdaniem niedopracowana. Tu problemów był cały szereg: sama zmieniłam kolejność odcieni niebieskiego w wodzie i na górach, bo najjaśniejszy był ciemniejszy od średniego. Trawa wyszła bardziej żółta niż na obrazku, dalekie góry zamiast szare zrobiły się beżowe, tak samo kamienie. Na dodatek nie było stopniowania szarości: dwa czy trzy odcienie bardzo podobne do siebie, a potem nagle skok do bardzo ciemnego. W ten sposób dalsze górskie szczyty, które miały być plastyczne i całe pożłobione, wyszły jakieś takie niezdecydowane, do tego pokryte różowym śniegiem. Nie uwierzę, że w bogatej palecie Madeiry nie ma czystych szarości i naprawdę śnieżnej bieli.

Uparłam się mimo wszystko, że ten obrazek skończę tak jak jest. Drugim razem sięgnęłabym znowu po Ariadnę i zrobiła po swojemu.


A teraz wyszywam "Zimową rzekę", i znowu jest ten sam problem ze śniegiem. Dlaczego na obrazku jest on biały i czysto szary, a beż jest zarezerwowany dla dalekich zarośli? Dlaczego w praktyce właśnie śnieg wychodzi beżowy? Przecież potrafi być wręcz niebieskawy, kiedy odbija się w nim błękit nieba. Brązy też są słabo stopniowane: głęboka czekolada, potem coś takiego ciemnego z odcieniem zielonym (skąd ta zieleń?), a później już ciemny beż i jasny beż. Najjaśniejszy odcień beżu zresztą nie odbiega od beżowego śniegu. Przy okazji traci się kontrast z rzeką, która właśnie miała być taka brązowo-żółtawa, w odróżnieniu od bieli i szarości ośnieżonych brzegów. Nie wychodzi źle ten obrazek, ale mogło być lepiej.


Nie chce mi się snuć przypuszczeń, skąd się to bierze. Kocham te pejzaże, ale warto się poświęcić i dobrać muliny samemu.

środa, 16 grudnia 2015

Szydełko - testy kordonków

Żeby mi się druty nie znudziły, równolegle zabrałam się za szydełko. Zrobiłam coś, na co od czasu do czasu miałam ochotę, ale nie starczało mi samozaparcia. Znalazłam w starej książce schemat niewielkiej serwetki i zrobiłam tych serwetek kilka z najróżniejszych kordonków, jakie mogłam znaleźć. Różne osoby testowały kordonki przede mną, pewnie bardziej fachowo. Firmy włókniarskie pewnie swoje testy podpierają różnej maści pomiarami, aparatury im nie brak. Chciałam jednak zrobić taki test sama dla siebie. Kordonki jakie mam takie mam - od dawna większość tego co kupuję, przeznaczone jest raczej do pętelek lub do frywolitki.


Na pierwszy ogień poszła Muza, której motek dostałam do wypróbowania w Ustroniu (i po prawdzie był to bezpośredni impuls, żeby te testy zrobić). Średnica serwetki - 15,5 cm, waga 6 g. Bardzo miło się pracowało. To miękki, przyjemny kordonek, do szydełka jak dla mnie świetny. Serwetka ładnie wyszła i dobrze się układa.


Dalej wyciągnęłam najcieńszy kordonek jaki mam, czyli DMC 80. Specjalnie do tego celu przeszukałam babcine pudło, bo wydawało mi się, że widziałam tam szydełko nr 18. Nie znalazłam takiego, ale to, co jest tam oznaczone jako 14, jest o wiele cieńsze, niż moje obydwie czternastki.
Serwetka waży 1,9 g, średnica wynosi 11,5 cm. Nie mam zastrzeżeń: jak na tę grubość (czy też cienkość) bardzo dobrze się pracowało. Cieńszą nicią już bym się chyba nie odważyła - nie te oczy.


Dla porównania sięgnęłam po Adę 30. Szydełko też cienkie - 14 Tulip. To twardszy kordonek, i nie tak miękko się układa jak Muza. Osobiście wolę go do koronek pętelkowych (ba, ciągnę na nim od dłuższego czasu) i do czółenka, niż do szydełka, lecz pewnie to kwestia gustu. Serwetka waży 3,8 g, średnica wynosi 14 cm.

Wpadła mi też w ręce cieniowana Snehurka, której nie używałam od dawna, a pamiętam jako miękki i przyjemny kordonek, właśnie dobry do szydełka. I owszem, efekt całkiem mi się podoba, robiło się miło, serwetka ładnie się układa. Waga 7,9 g, średnica 19,5 cm.


Ostatnia serwetka powstała z Ady 10. Ten kordonek kupiłam dawno temu na jakieś warsztaty frywolitkowe. Z całego pudła zostało mi kilka motków, które tak sobie leżą. Może kiedyś będę miała napęd, aby zrobić jakąś większą frywolitkową serwetkę w kolorze lnianym. Na razie go nie mam i motki czekają. Powiem tak: tę się robiło najdłużej i najmniej rozrywkowo. Może wzięłam zbyt grube szydełko (3), więc sama sobie jestem winna, że z lenistwa nie sięgnęłam na dno pudła, gdzie mam inne numery. Serwetka źle nie wygląda, ale jak żadna inna prosi się o porządne zblokowanie (tamte tylko przygładziłam). Kordonek jest sztywny, niemal kablowaty. Należy jednak wziąć dużą poprawkę na fakt, że większość prac robię całkiem innymi technikami i bardzo cienkim kordonkiem. Potrójnie złożona dziesiątka (a jak się przyjrzeć strukturze pracy szydełkowej, tak właśnie rzecz się przestawia) to dla mnie bardzo, bardzo dużo. Miałam jeszcze wyciągniętą Petrę 8 i 5, ale chyba już nie będę się z nimi mocować, choć wyglądają na znacznie lepsze do szydełka. Wrażenie jest takie, że Ada jest świetna do frywolitki (pętelek dziesiątką już bym chyba nie robiła), natomiast do szydełka  zbyt twarda.

Waga serwetki 12,3 g, średnica 22 cm.


Podsumowując, do prac szydełkowych najlepiej oceniam Muzę, zaraz po niej Snehurkę (grubszą jednak od niej i luźniej skręconą). Ada jest jednak lepsza do innych celów, zwłaszcza gruba. To oczywiście moja prywatna ocena. Na warsztatach koronki koniakowskiej używaliśmy Ady 30 i rezultaty były całkiem-całkiem. Ciekawe, jak nasza instruktorka oceniłaby Muzę. Moja serwetka Muzą wyszła niewiele większa od tej robionej Adą. Chyba jednak na razie nie zabiorę się za koniakowską serwetkę nowym kordonkiem. Choć kto wie, może to byłaby myśl? Wzór mam...

piątek, 6 listopada 2015

"Twórcze Inspiracje" 6/2015

Nowy numer "Twórczych Inspiracji" to zdobycz z Ustronia. Pojawił się akurat w pierwszym dniu zjazdu. Wrażeń jednak było tyle, że nie od razu dało się za niego wziąć. To znaczy - przejrzałam bardzo dokładnie, ale wpis musiał poczekać.


Co my tu mamy:

1) Bombki kanzashi. Piękna technika, śliczne wykonanie. Bardzo mi się podoba. Kto wie, może spróbuję, choć w tej chwili kompletnie nie wiem, kiedy miałabym to zrobić.

2) Bombka świąteczna z poinsecją - haft wstążeczkowy. To mi dla odmiany nie podeszło. W każdym razie nie jako bombka. Kto wie - może to dobra metoda na drobne prezenty? Zapakować w taki woreczek, opatrzyć etykietką i powiesić na choince? Wtedy tak. Zresztą pierwsze skojarzenie tego haftu było nie z poinsecją i Bożym Narodzeniem, a po prostu z kwiatami, czyli raczej z wiosennym klimatem.

Tak, a jak prezenty zostaną rozpakowane, śliczny woreczek można wykorzystać jako aplikację na torbę albo ozdobną poduszkę na przykład. Niech cieszy oczy.

3) Bombki jak rzeźby - powertex. Wraca mój problem z powertexem, że te prace budzą we mnie raczej żałobne skojarzenia. To ciekawe, bo gdy w Ustroniu widziałam panie wychodzące z zajęć z wielkimi bombkami w rękach, całkiem mi się to podobało. Może to kwestia użytych farbek? Może ja, dysponując wszystkimi tymi substancjami, zrobiłabym coś zwariowanego i kolorowego? Albo kompletny kosmos z planetami? Zastanawiam się. Albo okazałoby się, że moja bombka nie nadawałaby się do powieszenia na choince, tylko zwisałaby z żyrandola jako odjechana instalacja.

4) Bombka łowicka - haft koralikowy (bądź krzyżykowy, wedle uznania). Bardzo ładny wzór, do wykorzystania przy tysiącu okazji, ale czy akurat na bombkę... Nie wiem, co mi tu nie pasuje. Białe tło? Może. Może właśnie lepsze byłoby bardzo ciemne, i bardzo kontrastowe kolorowe wstążki. Albo jakaś ciekawa podmalowana kanwa w pastelowych kolorach, byle nie przedobrzyć z tymi gotowymi wzorkami. Zresztą wiem, że ludziom się te bombki podobały. Ja pewnie wezmę się za inne.

Swoją drogą przypomina mi się pewien Japończyk, znajomy mojego taty. Nieoczekiwanie wpadł kiedyś do Polski w odwiedziny, bo był po sąsiedzku w Austrii na jakimś kongresie. Rzut beretem, hi hi. Miał trzy dni wolnego i wymyślił sobie prawdziwie japońskie ekspresowe wakacje. To były piękne, zwariowane dni, które spędziliśmy w podróży przez pół Polski. Obwieźliśmy go trasą wymyśloną przez tatę. Pokazaliśmy tyle, ile się dało w tak krótkim czasie, on chłonął wszystko co widział, a my mieliśmy okazję poobserwować, w których momentach był zaskoczony, zdziwiony, i co dla niego było egzotyką. Staruszek Wawel? Ważny jako miejsce historyczne, ale nie jest bardzo stary wiekiem: oni mają cztery tysiące lat historii. Dąb Bartek? Nie wiem, jak u nich z zabytkami przyrody. Za to niewątpliwie był zszokowany, kiedy z ojcem obeszliśmy krzaczki przy parkingu pod Bartkiem i wróciliśmy z kilkoma grzybami. Na dodatek szukaliśmy jagód. Szkoda, że akurat nic się nie udało znaleźć. O, to była przygoda! A już naprawdę zdziwiliśmy się w drodze powrotnej. To były czasy, kiedy przy szosie krakowskiej ubywało dzikich rożnów (dowolna garkuchnia i plastikowy stolik z krzesłami plus właściciel obok w małym fiacie), a pojawiały się niewielkie bary. Zatrzymaliśmy się przy jednym takim na obiad. Myśmy coś tam sobie wzięli, a nasz gość, cokolwiek jadł, do picia zażyczył sobie barszcz w kubku. Taki tam sobie, raczej z proszku niż uczciwie gotowany. I okazało się, że barszcz to jest pełna, cudowna egzotyka! Jaka szkoda, że nie złapaliśmy za telefon i natychmiast nie postawiliśmy mamy na nogi. Bardzo nam to potem wyrzucała. "Zrobiłabym mu normalnego, domowego barszczu, nie takie tam siuśki, a teraz zupełnie nie ma czasu, on zaraz wyjeżdża."

I dla niego zrobiłabym taką bombkę bez mrugnięcia okiem. Ciekawe, czy jeszcze żyje. Kto wie.

5) Zawieszki świąteczne - beading. Bardzo ładna rzecz. Kto wie, czy nie spróbuję kilku takich zrobić, choć te moje koralikowe zapasy są krzywulaste, aż żal. Proste wzory, łatwe do zrobienia, nawet z co starszymi dziećmi da się wykorzystać.

6) Skrzaty z szyszek - dobry pomysł do zabaw z dziećmi. Ja raczej nie wykorzystam, ale rzecz jest jak najbardziej godna polecenia.

7) Śnieżynka - frywolitka na igle. Czółenkiem też można moim zdaniem. Śliczny wzór, może zrobię takich kilka, bo trochę brak mi takich śnieżynek na własną choinkę (poprzednie były na prezent). Autorką wzoru jest nieodżałowana Ula Mazurek, wspaniała nauczycielka frywolitki igłowej. Wiele z nas nauczyła tej techniki. 

8) Zawieszki choinkowe z filcu i guziczków - znowu wdzięczny, łatwy pomysł, który można wykorzystać do pracy z dziećmi, albo wziąć się samemu i po swojemu ozdobić. Jestem za.

9) Kartki świąteczne - haft krzyżykowy. Bardzo ładne graficznie, i to mnie cieszy, że małe wzorki w piśmie zmieniają się na lepsze. Dawniejsze propozycje świąteczne raczej nie budziły mojego zachwytu.

10) Bombki świąteczne na drutach - co na nie popatrzę, to budzą inne emocje. Najpierw - nie. Teraz - tak. W sumie całkiem sympatycznie to wygląda, a mnie ostatnio wzięło na robienie na drutach. Co prawda nie sądzę, abym się rzeczywiście akurat za takie bombki wzięła, bo mam już zupełnie inne pomysły świąteczne i nie zdążę ze wszystkim.

11) Kurs knookingu i różowa czapka na drutełku. O, takie rzeczy to ja lubię, i już bym sobie robiła czapkę, gdyby w Ustroniu dało się dostać oba rozmiary potrzebnych drutełek, a nie tylko jeden - no i zdecydowanie podoba mi się akurat ten kolor włóczki, a też go tam nie widziałam. Może kiedyś pokombinuję z innymi. Na razie czapka jest w planach, ale zdążyłam porobić trochę prób knookingowych. Muszę chyba zmienić włóczkę, jaką nawlekam na uszko szydełka, bo ta, którą tam dałam, jest za miękka. No nic, to musi poczekać, bo mam co innego do roboty w tej chwili.

12) Opisy włóczek Phildar - oglądałam je tylko na stoisku w Ustroniu i nic z nich jeszcze nie robiłam. Mam ochotę na jedną, ale akurat takiej nie było. Na na razie mam z Coricamo coś zupełnie innej produkcji, mianowicie tę wełenkę, której używam do naalbindingu. Ale to nie Phildar, na etykietce ma "Coricamo virgin wool", i jest wspaniała. Mam już jakieś plany, co z niej zrobię...

13) Szal fantazyjny - bo ja wiem... Same motywy ładne, ale całość niespecjalnie mi się podoba. Prędzej takie zastosowania motywów, jak w zdjęciach pod koniec - jako zawieszki na choinkę, albo elementy obrusu. Ja pewnie poprzestałabym na zawieszkach, obrus mnie przerasta.

16) Kolorowy pled z motywów afrykańskiego kwiatka - kto wie, może byłby dobry do przykrycia fotela. Jako szal niezbyt do mnie przemawia. Za to cudowne są zabawki z tych kwiatków i podziwiam osoby, które je robią. Fajnie, że ten motyw został pokazany w piśmie.

17) Kolia żywiołów - beading.  Ogromnie pracochłonna rzecz, ale nie przemawia do mnie. W każdym razie znowu dobrze, że został pokazany sam sposób pracy, bo jest to dość specyficzny beading, z pokryciem koralikami dużej filcowej powierzchni. Daje to wiele możliwości. Można skorzystać z zamieszczonego wzoru, ale równie dobrze naszkicować własny, z innym kształtem i zestawem kolorów. Kredki w dłoń i do roboty...

18) Galeria prac czytelników - miło się ogląda takie rzeczy. Raz, że ludzie mają fantazję i wykorzystują gotowe wzory na całkiem nowe sposoby, a dwa, że ktoś się wziął za moje kolczyki z czerwcowego numeru pisma... O, to jest satysfakcja. Dziękuję, pani Natalio, i moje gratulacje.

19) Twórczo zakręcone blogi - gratuluję blogerkom. Piękne rzeczy pokazują.

I szkoda, że na nowy numer pisma trzeba czekać aż do lutego. No cóż, czekam.

wtorek, 25 sierpnia 2015

Twórcze Inspiracje 5/2015

Jeszcze w kiosku nie było, a do mnie już dotarły "Twórcze Inspiracje". Przejrzałam we wszystkie strony. To już drugi numer w nowej szacie graficznej.


Co tu znajdziemy:

1) Znowu mamy coś ładnego i nietrudnego dla fanów beadingu, naszyjnik z kwiatkami i listkami. Wzór jest prosty, romby z drobnych koralików i sznur, który możemy wykonać na kilka sposobów. Na razie nie mam cierpliwości do tej techniki. Próbowałam zrobić kolczyki-listki z poprzedniego kursu, ale dałam sobie spokój. Nic dobrego nie wychodzi z łapania kilku srok za ogon, a mam inne prace w toku, a poza tym, czy naprawdę podobają mi się listki z rureczek błyszczących jak lusterka, hmmm... a tylko taką siekankę mam w domu. Kto inny jednak może skorzystać i zrobić sobie taki naszyjnik lub w inny sposób wykorzystać jego elementy. Przyznam, że bardziej mi się podobały romby i trójkąty w wersji kilkukolorowej, jakie kiedyś ukazały się w "TI".

2) Wire wrapping, zawirowany pierścionek. Bardzo mi się podoba ta technika i cieszę się, że są te kursy. Jestem pewna, że wiele osób skorzysta. Ja na razie nie czuję pokusy, ale kto wie.

3) Powertex, organizer na biurko ze starych spodni. Oryginalny, nie powiem, ale nie przekonuje mnie. Nie wiem, czy cała ta technika nie jest dla mnie, czy po prostu dotychczas oglądane prace nie były w moim guście. Zostawiam to innym.

4) Technika pergaminowa i kartki ślubne.  Śliczne to jest i może kiedyś się z tym zmierzę. Na pewno dobrym pomysłem jest wykorzystanie narzędzi dostępnych w domu. Na początku pracy w nowej technice nie każdy chce inwestować w drogie specjalistyczne narzędzia. Jeśli będzie miał ochotę na więcej, zawsze zdąży to zrobić. A możliwości są większe - wycinanie, dziurkowanie, czasem chyba złocenia. Dawno już nie oglądałam materiałów na ten temat.

5) Kącik mamy i dziecka: a to jest bardzo dobry dział. Filcowe krasnale są świetne, już myślę, czy da się te pomysły wykorzystać np. w szkole przed Bożym Narodzeniem. Może dla IV klasy podstawówki krasnalki byłyby infantylne, ale cóż to za problem wymyślić wzór na inną postać.

6) Szydełko tunezyjskie - szalik "Jesienny ogród".   O to, to. Szydełkiem niby każdy umie robić, ale już szydełko tunezyjskie to dosyć rzadka sprawa. W zasadzie przydają się specjalne szydełka długości drutów dziewiarskich, ale co węższe prace da się zrobić na zwykłym szydełku, byle w miarę równo wyprofilowanym. Czego mi brak w tym kursie, to króciutkie porównanie właściwości ze zwykłym szydełkowaniem. Dzianina wychodzi mięsista, jest włóczkożerna,  niezbyt rozciągliwa, ale bez wątpienia ciekawa, do tego, jak sądzę, znacznie cieplejsza od zwykłej szydełkowej. Idealna na rozmaite kocyki, torebki, etui, a nieraz robi się z niej swetry, kamizelki itd. - aż się prosi o eksperymenty.  Kolejna rzecz, jaką bym wyraźnie wyjaśniła, to sposób kończenia rzędu. Ja to przećwiczyłam dopiero po zdobyciu starej książki "Album splotów szydełkowych tunezyjskich" Ireny Koteckiej. Chodzi o prostą zasadę, że niezależnie od wzoru ostatnie oczko zawsze wrabiamy w ostatnie oczko poprzedniego rzędu. Bez tego początkujący kombinuje, wkłuwa się raz na lewo, raz na prawo, a wszystko mu wychodzi krzywe.

Przykłady drobiazgów wykonanych szydełkiem tunezyjskim - ładne, do wykorzystania, podobnie jak listki i kwiatki użyte do ozdobienia szala. Każdy z nich można użyć wedle własnego pomysłu.

7) Filet i haft krzyżykowy - wzorek z dinozaurem. Jak większość z nas, szydełkować umiem od zawsze, zrobiłam też swego czasu parę rzeczy filetowych, więc dla mnie nie jest to zbyt ciekawe. Dobry wzorek z dinozaurem zostanie jednak doceniony przez dzieci. Co cierpliwsze mogą się nauczyć haftować, albo i szydełkować. Pismo w końcu nie jest adresowane tylko do tych, co wszystkie rozumy zjedli...

8) Haft krzyżykowy - serwetka w stylu renesansowym. Tak, ja wiem, że od krzyżyków to my mamy "Igłą malowane", ale jestem za! Bo to jest bardzo specyficzny styl haftu, bardzo stary, niemal zapomniany, a bardzo ozdobny. Detale wykonane w ten sposób to cudo. Więc taktaktaktaktaktak, i proszę o więcej takich ciekawostek!

9) Haft blackwork, czyli kunsztowne ornamenty haftem czarnym. Mogą z tego wyjść zakładki, serwetki, albo co tam sobie chcemy, bo kwadratowe wzorki możemy w dowolny sposób rozmieścić na płótnie. Znowu zadaję sobie pytanie o podział tematyki między "TI" a "Igła Malowane". Jeśli jednak założyć, że "IM" jest poświęcone w całości wzorom haftu krzyżykowego, to rzeczywiście w "Twórczych Inspiracjach" jest miejsce na wszystkie techniki mniej rozpropagowane. A że jest ich mnóstwo, tematów starczy jeszcze na długo. Ja w ten sposób mam dwa w jednym: i różnej maści pomysły na wszelkie rękodzieło, i hafty, a coraz bardziej jestem ciekawa wszystkiego, co tradycyjne, a nie jest krzyżykowe.

10) Haft krzyżykowy - sówka. Oj, ale to już mogłoby iść do "Igłą malowane". Wzór trudno mi ocenić - jak dla mnie zbyt dziecinny, tym bardziej, że moje potomstwo już ma inny gust, ale pewnie wiele osób go wyhaftuje dla własnych dzieci i wnuków.

11) Szycie - worek w kolorze blue. Patrzę na to i patrzę, wczoraj wieczorem studiowałam uważnie, i mam mieszane uczucia: albo wezmę materiał, choćby aby "zamarkować", że szyję, i mając konkret w ręce zszyję ten worek, albo tak jak do tej pory nie będę wiedziała, co tu do czego pasuje, i zostanę z niczym. Na razie nie do końca rozumiem tę instrukcję, a mocno pomniejszone zdjęcia nie ułatwiają sprawy. Zdaję sobie sprawę, że trudno jest zmieścić cały materiał na trzech-czterech stronach, bo etapów pracy jest wiele. Może osoby wprawne dadzą sobie radę bez takich rozterek.

12) Szycie - worek na wszelkie okazje.  Zdecydowanie bardziej mi się podoba od poprzedniego, może ze względu na bardziej "moją" kolorystykę. I też się gubię w instrukcji, no i znów musiałabym spróbować mając w ręce materiał, suwak, te wszystkie paski i inne detale, inaczej nie dowiem się, czy w końcu rozumiem jak się ten plecak szyje, czy nie.

Tu mała dygresja i pytanie do Wydawcy: kochani, czy tak jak poprzednio rozpisaliście się o farbowaniu kordonków, teraz moglibyście opowiedzieć o materiałach w Waszym własnym sklepie? Bo kto umie szyć ten umie, ale ja niespecjalnie, na grubościach materiałów się nie znam, "drelich" jest dla mnie tylko nazwą, i nawet gdybym miała pomysł, aby coś uszyć, wahałabym się, co z Waszych wzorów wybrać, bo - no właśnie, wymyślę plecak czy piórnik, a dostanę takie sobie niezbyt grube płócienko. A te cieńsze do czego się nadają - czy wyjdzie z nich spódnica, czy jakiś patchwork, czy torba na zakupy? Czy można je porównać grubością do dżinsów, czy raczej do biurowej koszuli? Poważnie, są tacy, co nie potrafią robić na szydełku, a ja mam duże braki w wiedzy, jeśli chodzi o tkaniny.

Reszta to czyste przyjemności: relacja z Festiwalu w Krasnymstawie (malutkie zdjęcia, ale widziałam wiele w pełnym rozmiarze), zaproszenie na VI Zjazd w Ustroniu, materiał o wystawie "Z nici Ariadny" w Łodzi - same znajome miejsca! No i kolejne blogi twórczo zakręcone - gratuluję autorkom, a ponadto nowy konkurs blogów trwa. Może się i dopiszę, choć pewno za wiele nie wskóram.

Idę tworzyć różne tajemnicze przydasie, może za jakiś czas przyznam się co to takiego. I w sumie zastanawiam się, czy nie wykorzystać w którymś wzorów haftu czarnego. Pasowałyby.

wtorek, 7 lipca 2015

Twórcze Inspiracje nr 3-4/2015

Dostałam ten numer pisma już jakiś czas temu, ale że byłam w rozjazdach, dopiero teraz mam dosyć spokoju dookoła, aby się za niego zabrać. Oczywiście, obejrzałam go już dawno we wszystkie strony.


Co się rzuca w oczy, to zmieniona szata graficzna. Gdybym nie widziała okładki wcześniej w zapowiedziach na stronie Coricamo, może z początku nie skojarzyłabym, że to to samo pismo! Ja jestem tradycjonalistka, trudno mi się rozstać z przyzwyczajeniami, ale w sumie chyba mi się obecny wygląd podoba. Jest czytelniejszy i mniej "zabałaganiony", niż poprzedni. Znalazło się też dość miejsca, aby porządnie zaznaczyć przynajmniej część prezentowanych technik, co poprzednio było stłoczone na pasku z boku. Na korzyść też wypada stonowana kolorystyka. Doceniłam to szczególnie po powrocie z Ustki, gdzie napatrzyłam się na tę właśnie gamę kolorów:





Niestety cena też poszła do góry prawie o dwa złote. To nie jest pierwsze czasopismo, któremu kibicuję od lat, więc cóż - rozumiem. Za to jest i większa objętość, z jakichś pięćdziesięciu stron zrobiło się sześćdziesiąt sześć. Nadal mamy metalowe uszka do wczepiena w segregator. Kto wie, może to i niezły pomysł i kiedyś z tego skorzystam. W przeciwieństwie do tamtego pisma, całość nadal spięta jest zszywkami. Nikt nie wpadł na diabelski pomysł, aby kleić grzbiet. I tego należy się trzymać! Wzory do wyszywania, czy jakiekolwiek inne, muszą się dać łatwo otwierać! Pamiętam, jak wtedy ludzie utyskiwali, że trudno czytać w autobusie, jedną ręką otwierając gazetkę, a drugą trzymając się poręczy na zakrętach. Tu już nie wiem jak - jedną otwierać pismo, drugą haftować, a tamborek czym trzymać - chyba nogą? Niech więc żyją zszywki!

Nie umiem też powiedzieć, czy jest różnica w jakości papieru. Chyba nie ma, i zostawiłabym to jak jest. Piękniejszy papier jest grubszy, twardszy i cięższy. Od dawna mam przesyt książek na wspaniałym kredowym papierze, gdzie w mocno nieporęcznym tomiszczu jest tekstu tyle, co dawniej w cienkiej broszurze, bo forma dawno przerosła treść. Nie zmieniajcie tego, drodzy wydawcy, jest dobrze jak jest, a najfajniej się nieraz wraca do starutkich, pożółkłych wydawnictw, drukowanych na byle czym. Ileż tam było cudów!

A co do treści: jak dla mnie fajnie, bo dużo technik. Lubię to.

1) "Turkusowe oczko", czyli wire wrapping. Piękna technika, bardzo mi się podobają takie prace. Na razie nie widzę, kiedy miałabym się za to zabrać, bo ręce pełne roboty całkiem innej. Gdyby tak trochę rozciągnąć dobę... Kurs krok po kroku, czyli jeśli ktoś zgromadzi odpowiednie druciki, kamyczki i narzędzia, może śmiało się za to brać.

2) Biżuteria Friendly Plastic - o, ciekawostka. Tego nie znałam. Kto wie, może się kiedyś pobawię z córką? Ona ma sporą wyobraźnię. Kotek to może nie moja bajka, ale ona na pewno będzie chcieć, za to te srebrno-złote kolczyki podobają mi się.

3) Powertex - już kiedyś mówiłam, to nie moja technika, te prace wywierają na mnie przygnębiające wrażenie, ale rozumiem osoby, które się w to wciągnęły. Kto wie, może ktoś mi pokaże powertexową rzeźbę, która mnie olśni?

4) Tęczowe kolczyki - a to moja, już druga publikacja o koronce pętelkowej. Nie oceniam, niech inni wydają opinię. Tylko nieprawdą jest, jakoby kolczyki na zdjęciu miały przyklapnięte uszko. One są przestrzenne, i uszko, twarde i sztywne jak stal, ułożyło się przodem do zdjęcia, albowiem kolczyk został przeze mnie osobiście sfałdowany. Cóż, pewne rzeczy niełatwo jest pokazać.

5) Makramowy naszyjnik, szaleńczo kolorowy. No proszę, znowu farbowany kordonek, i to Ada, tylko grubsza niż u mnie. Bardzo to ładne. Znowu mnie ręce świerzbią, żeby sobie coś ufarbować i posupłać na dodatek. Kolorowe koraliki też by się znalazły.

6) Na następnej stronie mowa o farbowaniu. Ja to robię trochę inaczej - zgodnie z instrukcją Gackowej - ale to nie jest jedyna metoda i ma swoje minusy oprócz niewątpliwych plusów. W każdym razie jak to się stało, że tyle się narobiłam frywolitkowych kolczyków, mając kilka motków kordonka w nudnawych kolorach? Jak ja mogłam kiedyś nie barwić nici?

7) Naszyjnik "Jeżyk". Wariacja na temat sznurka do makramy szydełkowej, tym razem z wplecionymi koralikami. Zostawiam to innym, dla mnie chyba zbyt prosty, a może nie podeszły mi zestawienia kolorów.

8) Beading - wisiorek "Sowa". Popieram beading. Sama zrobiłam kilka takich prac, może niezbyt wymyślnych, bo to były po prostu obszyte kaboszony, ale jest to bardzo efektowne, zwłaszcza jak się dobrze dobierze barwy. Z przedstawionych pomysłów bardziej niż sowa przemawiają do mnie dwa wisiorki po prawej na ostatniej stronie kursu, te ciemne.

9) Beading - "Motyl" - też ładny, choć akurat większe ciągoty mam do bardziej abstrakcyjnych form.

10) Koraliki na szydełku - etui na komórkę "Smocza skórka". Na samą myśl o nawlekaniu tylu koralików na kordonek dreszcz mnie bierze... Są jednak osoby, których to nie odstrasza, ba, robią w ten sposób naprawdę wielkie prace. To niezły pomysł, taki pokrowiec, jeśli ktoś się nie boi wyzwań. Kto wie, może znalazłby się śmiałek, który rozpracowałby wzór tak drobiazgowo, żeby wpleść w niego jeszcze jakiś obrazek? To by była koralikowa epopeja.

11) Muszle i rybki - haft krzyżykowy. Ładne, malutkie wzorki, przydadzą się na ręcznik i do stu innych rzeczy.

12) Serwetka z różyczką - znam ją, haftowałam ją przecież kiedyś na zestawie z atłasem. Nie sprawdzałam, czy te atłasy z nadrukiem przetrwały próbę czasu. Robiło się dosyć trudno, ale wrażenie jest o niebo lepsze, niż na aidzie. Zastanawiam się nad jednym: czy nie dałoby się znaleźć niezbyt drogiego płótna do haftu ze splotem w jedną nitkę? Można dostać płótna do hardangera, ale sporo kosztują. Haft krzyżkowy na płótnie wygląda całkiem inaczej, niż na aidzie, a odpadają problemy z nadrukiem i wyszukiwaniem miejsc wkłucia igły. A ileż rzeczy można z tego uszyć i bardzo konkretnie taki haft wykorzystać!

A potem obrębić koronką pętelkową. O! 

13) Haft supełkowy "Letnia łąka" - niezły pomysł, aby się wprawić w rozmaitych ściegach. Igła w dłoń i trochę fantazji, już mnie to korci. Te kwiaty są prawie jak żywe.

14) Jeans i spółka, torba i dżinsowe butki. Szycie mnie kusi od dawna, cóż, kiedy nie mam maszyny. Akurat te wzory niezbyt mnie przekonują, widziałam różne, które bardziej mi się podobały.

15) Torebka szydełkowa - czemu nie, kiedyś już jedną zrobiłam, choć nie do końca wyszła tak jak chciałam. Może zabrakło paru elementów, które tutaj są pokazane.

16) Włóczkowe espadryle - niezły pomysł, te różne wzory cholewek, ale bardziej widzę je jako kapcie niż jako buty do chodzenia po dworze. Boję się, że łatwo się zeszmacą. Wchłoną każdą wilgoć i każdy brud, a potem trudno je doczyścić.

17) Frywolitka ślubna - bardzo ładny wzór, niejednemu się przyda. Ja zwykle frywolitkę w biżuterii traktuję inaczej, moje twory są grubsze i kolorowe, najczęściej z kilku warstw. Zresztą dawno nie miałam w rękach czółenka. Ciekawe, jak się ma grubość nici Diamant do Rexor.

18) Zapowiedź VI Zjazdu Twórczo Zakręconych w Ustroniu - no, ta impreza już ma swoją renomę i powodzenie!

Ocena pozytywna, jest sporo różnych ciekawostek, każdy - no, prawie - może znaleźć coś dla siebie. Lubię wydawnictwa, które nie ograniczają się do dwóch - trzech technik, a pokazują nowości. To, co mnie najbardziej wciąga, to stare, zapomniane techniki, do których potrzeba bardzo niewiele. Z tej przyczyny pokochałam koronkę pętelkową (igła, nitka i to wszystko!), dlatego też próbowałam koronki klockowej, renesansowej, marzyłam o siatce filetowej, a teraz nawet umiem ją wiązać. Mocowałam się z naalbindingiem, i kto wie, może jak dostanę trochę prawdziwej owczej wełny, wrócę do tego. Techniki wymagające różnych wymyślnych składników nie są mi tak bliskie, ale czasem można się pobawić i nimi. Czyli - dobry numer.

piątek, 27 lutego 2015

Twórcze Inspiracje 2/6, marzec 2015

Mam w rękach nowy numer "Twórczych Inspiracji". Nie ukrywam, że mi się podoba.



 Do rzeczy:

1) Pierwsza propozycja to jajka zdobione w technice "textile hardening", czyli po prostu Powertexem. Dla niezorientowanych, Powertex to substancja utwardzająca dowolną materię na kamień. Można robić rzeźby z płótna, koronek i co tam przyjdzie do głowy, tyle o tym wiem ze słyszenia i czytania. W rękach nie miałam, ale widziałam bardzo ciekawe prace. Kto ma wyobraźnię przestrzenną i w ogóle fantazję, znajdzie pole do popisu. 

Mnie osobiście na razie to zbytnio nie ciągnie. Raz, że w przypadku takich prac trzeba mieć gdzie je przechowywać, a ja cierpię na notoryczny brak miejsca. Dwa, że musiałabym wypracować sobie własny styl. Może właśnie takiej wyobraźni trochę mi brak, może nie miałam okazji jej rozwinąć. Część prac, jakie widziałam, nieco mnie zniechęciła żałobnym stylem. To jednak kwestia nie samej techniki, a fantazji twórczyń. Kto ma talent plastyczny, powinien się temu przyjrzeć z bliska. 

Drobna uwaga - "textile hardening" nie tłumaczyłabym jako "tekstylne utwardzanie", a zdecydowanie jako "utwardzanie tekstyliów". Mam nadzieję, że ta pierwsza wersja jeszcze nie jest w Polsce przyjęta. 

2) Drugi artykuł jest mój, o powłoczkach na jajko w technice koronki pętelkowej. Nie będę oceniać. O ile jednak wiem, od czasu publikacji obu książek Eleny Dickson i bardzo dawnego artykułu w "Annie" ta technika nie była dotąd omawiana w polskich czasopismach. Jeśli ktoś ma jakieś inne wiadomości, proszę, niech mi da znać. 

3) Artykuł pani Ani Baranowicz - kartki świąteczne zdobione mereżką. Czapki z głów - pani Ania o koronkach wie chyba wszystko. Piękne te mereżki, kiedyś muszę popróbować. Brak mi troszkę dokładnego objaśnienia niektórych węzełków, ale cóż to dla mnie - znajdę w sieci, zresztą w domu też mam kolekcję książek różnych, poszperam sobie. 

4) Jajo w stylu Faberge - śliczne i radosne. Jasna wiosenna zieleń i delikatne różyczki na siateczce z koralików. Łamię się, czy nie zrobić takiego, ale znowu będę musiała znaleźć jakieś miejsce, żeby je przechować po świętach. Chociaż... może jakiś mały kącik?

Swoją drogą zachichotałam, jak zobaczyłam, że na pierwszej stronie część tekstu jest po czesku. Nie, nie mam żalu. Ja mam świra na punkcie języków, a z Czechami mam bardzo dobre skojarzenia.  Zresztą to co istotne, jest po polsku.

5) Pisanki opakowane w siateczkę z koralików. Też ładniutki pomysł. Ja nie jestem wielką miłośniczką takich prac, jakoś niesporo mi to idzie, ale myślę, że znajdą się chętne na te wzory. Zwłaszcza, że można zaprojektować jakiś własny, bo praca jest bardzo geometryczna. Starczy zeszyt w kratkę i kredki. 

6) Króliczek i kurczaczek quillingowy. Już pisałam, że nie ciągnie mnie do papieru, w szczególności do quillingu, ale niewykluczone, że córkę obdaruję zestawem początkowym, bo ma dryg do prac plastycznych. Zwierzaczki ładniutkie, na dodatek na zdjęciu w towarzystwie pięknych quillingowych pisanek. Te pisanki to ach... Nie wiem tylko, czy to odpowiednie na początek, czy lepiej potrenować wpierw płaskie formy.

7) Koszyczek - bombonierka. Bardzo wdzięcznie to wygląda. Od spodu karczoch (koszyczek), od wierzchu łąka z wstążeczkowych kwiatków. Chyba już bardzo tęsknię za wiosną: to jest tak radosne, że może zdobić gościnny pokój na Wielkanoc wraz z bukietami żonkili, i żeby tam były jakieś dobre czekoladki czy cukierki dla dzieciaków.

8) Kolorowe zajączki z dziecięcych skarpetek. Nie czuję do nich jakiejś wielkiej "mięty", bo już jestem na innym etapie życia, ale młode mamy albo babcie - kto wie? Może naprodukują takich maleństw do zabawy i będą sobie chwalić ten pomysł, bo łatwy i szybki. To się musi nieźle ogryzać, tylko dla dzieci w wieku ogryzającym jednak odradzałabym przyklejane oczka, chyba że mamy klej, co trzyma jak beton. Ale co będzie, jeśli dziecko rozgryzie takie oczko? I wypadałoby dobrze zamocować kokardki. W ogóle niezłe mogą być różne guziczki i tasiemki podoszywane do takiego zająca, byle bardzo solidnie. Maluchy lubią wyszukiwać takie skarby, oglądać i pakować sobie do buzi. 

9) Zajączek z ozdobnym jajkiem - styropianowe jajko zdobione haftem krzyżykowym, trzymane przez filcowego zająca. Nie, przepraszam, to nie moja bajka. Po pierwsze zupełnie nie w moim stylu jest przesłodziutki kurczaczek, a może powinnam powiedzieć wprost, że ze wzorów Haftów Polskich akurat nie podobają mi się serie kurczaczków, zajączków i pingwinków, i co tam jeszcze było, bo nie trawię ich buziek. Na ten styl napatrzyłam się w wieku lat dziesięciu, kiedy dziewczynki jedna od drugiej kopiowały jedynie słuszny sposób rysowania słodkiego kotka. No i sam zając mnie nie przekonuje. A co ja z nim bym zrobiła? Być może pokutuje jeszcze mój uraz z dzieciństwa do zabawek-zwierzątek, które częściowo były misiem a częściowo samochodem. Miś to ma być miś, i mieć wszystko co miś zwykle ma. Łepek, brzuszek, cztery łapy. Bez światełek i pozytywki w środku. A zajączek nie powinien być zrośnięty z jajkiem.

10) Kartki wielkanocne - a te akurat są ładne. Wdzięczne wzorki, nie przesłodzone. Przydadzą się. 

11) Pisanki strukturalne - ozdobione wzorkami z kleju na gorąco i malowane farbkami akrylowymi. W sumie ciekawy pomysł, może to wyjść bardzo efektownie. Kto ma wyobraźnię, ma pole do popisu. 

12) Serwetka ze wzorem pisanek w wiosennych kwiatach. Mam problem z oceną, bo jest to bardzo ładny wzór, którego na pewno bym nie wyszyła. Mianowicie nie chciałoby mi włożyć tyle pracy w serwetkę, która posłuży mi raz w roku, o ile ktoś jej nie zaplami na dzień dobry. Takie mam warunki, że w zasadzie nie wychodzę poza spieralne obrusy... Ale rozumiem osoby, które właśnie chcą na święta mieć coś wyjątkowego. Osobiście chętnie nawet zrobiłabym drugą wersję tego wzoru, bez pisanek, niech zostaną same kwiaty. Śliczna łączka by z tego była. Cóż, nie umiem robić wzorów. 

11) Kartki komunijne - uważam, że znowu dwa ładne, przydatne wzory. Niejeden raz zostaną wyhaftowane. 

12) Naszyjnik i kolczyki z koralikowych liści - piękny zestaw, "na bogato", kawał roboty. Powiem szczerze, że nawet zaczęłam robić taki jeden liść. Miałam w planach kolczyki. Nie wiem jednak, czy skończę, i czy nie będzie to za duże jak dla nas. To biżuteria na wielkie wyjście. Biała wersja na ślub, kobaltowa (czy w jakimkolwiek innym kolorze) też zdecydowanie nie na co dzień. A mnie te koraliki jakoś tak opornie idą, chyba to nie jest moja technika. Są lepsi ode mnie. 

13) Znowu gratulacje dla autorek blogów prezentowanych w piśmie! 

I żal, że jednak to prawda z tym czerwcem. Mianowicie następny numer pisma ma się ukazać nie w kwietniu, jak sądziłam, a w czerwcu. Do tej pory różne materiały będą ukazywać się na blogu Coricamo, zupełnie nowym. Zobaczymy, jak to będzie. Ja w każdym razie bardzo czekam na ten czerwiec i mam swoje powody.